Zofia Augustyńska-Martyniak

Zofia Augustyńska-Martyniak
Zofia Augustyńska-Martyniak

Konserwatorka dzieł sztuki, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie i podyplomowego Zarządzania Kulturą UJ. Od 1997 r. opiekuje się spuścizną artystyczną Zofii Rydet, pełni funkcję wiceprezeski zarządu Fundacji jej imienia.

♦ Jakie były początki Fundacji im. Zofii Rydet?  
Zofia Rydet była moją bliską krewną – siostrą mojego pra-dziadka, więc jej Archiwum jest Archiwum rodzinnym. Po śmierci artystki zostało ono powierzone pod opiekę moim rodzicom, a szczególnie mamie, Marii Sokół-Augustyńskiej, która obecnie pełni rolę prezeski Fundacji. Od roku 1997 Archiwum, znajdujące się w naszym prywatnym domu, było otwarte dla wszystkich zainteresowanych. Udostępnialiśmy fotografie, dokumenty , dzieliliśmy się wiedzą, współpracując przy powstawaniu artykułów, wydawnictw, prac naukowych, wystaw etc. W roku 2011, z potrzeby zmiany trybu pracy na bardziej profesjonalny, postanowiliśmy założyć Fundację.

♦ Co sprawia największą przyjemność w Twojej pracy?
Ponieważ jesteśmy małą organizacją i poza momentami projektu nie dysponujemy zespołem, a jednocześnie stale jest duże zainteresowanie twórczością Zofii Rydet, praca w Fundacji to nie tylko praca w archiwum. To także księgowość, dokumenty, rozliczenia, pozyskiwanie funduszy, negocjacje warunków współpracy, prowadzenie strony internetowej i mediów społecznościowych etc. Często na najprzyjemniejsze jest najmniej czasu. A najprzyjemniejsze jest „grzebanie” w pudłach i odkrywanie ciągle „nowych” zdjęć, listów, fotografii biograficznych, informacji. Wydaje się, że można to robić w nieskończoność i ta czynność niebezpiecznie wciąga. Przy próbach porządkowania, selekcjonowania, zdjęcie z jednego pudła odsyła do innego, a tam czeka następna niespodzianka, którą trzeba gdzieś zakwalifikować. Ta praca wywołuje uczucie modnie teraz nazywane „flow”. Człowiek zapomina o jedzeniu i zegarku.

♦ Kto korzysta ze zbiorów fotograficznych Zofii Rydet?
Ze zbiorów korzysta spora grupa osób. Zgłaszają się do nas studenci, naukowcy, uczelnie, szkoły, mniejsze i większe ośrodki kultury, organizatorzy imprez kulturalnych w kraju i zagranicą, animatorzy kultury, muzea, galerie, artyści, dziennikarze, wydawcy, organizatorzy aukcji charytatywnych, czasem nawet filmowcy.

♦ Z jakim działaniem weszliście w największą interakcję ze społecznością lokalną?
Do ludzi najbardziej zbliżyła nas akcja „Coś, co zostanie”. Był to cykl warsztatów, w którym podążaliśmy śladem Zofii Rydet i jej monumentalnego cyklu „Zapis socjologiczny”. Odwiedziliśmy sporo miejscowości, odnajdując bądź osoby sfotografowane przez Rydet, bądź ich krewnych czy sąsiadów. Wzbudzało to wiele pozytywnych emocji i skutkowało niezwykłym poruszeniem społeczności małych miejscowości. Ludzie otwierali się na historię swojej rodziny, miejscowości, a na także na sztukę fotografii.

♦ Co radziłabyś osobom, które mają w domach ciekawe archiwalia, ukryte głęboko w szufladach, na strychu lub w piwnicy?
Widzę jakie podejście do archiwaliów mają – dzięki mojej pracy – moje dzieci. Mój 6 letni syn już wie, że fotografii nie powinno się dotykać gołymi palcami, a 15 letni wręcz nie może spokojnie patrzeć jak ktoś to robi. Czasem chcą pokazać nasze archiwum swoim znajomym. Znają wartość „staroci” i mam tu na myśli wartość historyczną, sentymentalną i intelektualną. Fascynujące jest poznawanie własnej małej historii lub historii innych, która może wnieść wiele dobrego w nasze życie. A może się to stać dzięki przedmiotom będącym łącznikiem z przeszłością, dlatego warto się o nie zatroszczyć. Posiadaczom archiwaliów poleciłabym zacząć od porad specjalistów, a potem już tylko zacząć „grzebać” w swoich pudłach i dać się im wciągnąć. 

Informacje o Fundacji im. Zofii Rydet